Dysbakterioza – przyczyna 9 z 10 chorób i dolegliwości

 

A.P. Chaczatrian

 

        „Choroba nie spada na głowę, jak grom z jasnego nieba. Jest ona wynikiem ciągłych zakłóceń praw przyrody. W miarę ich wzrostu i kumulacji, przemieniają się one w chorobę i owa natychmiastowość jest jedynie złudzeniem”. Tak pisał ojciec medycyny Hipokrates.


Badając przyczyny chorób, sprawiających największe kłopoty w leczeniu lub w ogóle niepodających się efektywnemu leczeniu, lekarze często omijają oczywiste fakty. Zupełnie nie zwracają uwagi na rolę jelita grubego i zamieszkującej w nim mikroflory - w procesie oczyszczania organizmu ze szlaków i zapewnieniu jego prawidłowego funkcjonowania. Tym bardziej, nie zastanawiają się nad skutkami dysbakteriozy, czyli całkowitego braku lub obecności bardzo osłabionych dobroczynnych bakterii w jelicie oraz zakłóceniem równowagi współistnienia organizmu-gospodarza i mikroflory zamieszkującej jego jelita, która była ustalona przez przyrodę.

 

Ponadto, obecnie wielue lekarzy w ogóle nie uznaje terminu „dysbakterioza” i próbuje całkowicie uciec od tego problemu, tłumacząc się tym, że w krajach zachodnich nie istnieje taka choroba.
Według danych Rosyjskiej Akademii Nauk Medycznych dzisiaj nie można już znaleźć osoby, niemającej takich, czy innych zakłóceń bilansu mikroflory jelitowej. W 1996 roku na Międzynarodowej Konferencji w Moskwie rosyjscy naukowcy wykazali, że praktycznie wszystkim chorobom przewlekłym towarzyszy dysbalans mikroflory jelitowej. Jednak do chwili obecnej uważa się, że dysbakterioza jest jedynie skutkiem, a nie przyczyną tych chorób. Czy jest to prawda? Rozważmy.
 

Oczywisty jest fakt, że w łonie matki jelita dziecka są sterylne. Dziecko połyka pierwszą porcję bakterii, nie zawsze dobroczynnych, przechodząc przez drogi rodne. Podstawową porcję dobroczynnej mikroflory dziecko powinno otrzymać w pierwszych minutach życia wraz z siarą (wydzieliną z gruczołów mlecznych kobiety), a później z mlekiem matki. Teraz przypomnijcie sobie, kiedy Wasze dziecko zostało do Was przeniesione na pierwsze karmienie? I która kobieta podczas ciąży miała rekomendowane badanie mikroflory jelitowej? Jaki jest pożytek z matki, niemającej prawidłowej mikroflory? Tym sposobem dziecko, które nałykało się „złej” mikroflory, pochodzącej ze środowiska zewnętrznego, jest wypisywane do domu. Tu zaczynają się problemy. Pierwszy z nich, z którym mają do czynienia młode matki - to gazy jelitowe.
Ten problem jest jednak całkiem łatwy do rozwiązania przy pomocy starych, lecz sprawdzonych sposobów. Woda koperkowa i lekkie pogłaskiwanie brzuszka w większości przypadków pomagają dziecku pozbyć się tych dolegliwości. Nikt zaś, nie domyśla się, że jest to pierwszy sygnał, świadczący o braku lub nieodpowiedniej ilości „dobrej” flory. Później dziecko zaczyna miewać nieregularny stolec (1 raz w 2 lub więcej dni), na który mało, kto zwraca uwagę. A jeżeli nawet i zwraca, to zaleca się robienie lewatyw, zupełnie ignorując rolę mikroflory w perystaltyce jelita grubego. W międzyczasie resztki nieprzetrawionej żywności w postaci jadów i toksyn nieprzerwanie wchłaniają się do krwi, zatruwając wszystkie narządy i systemy rozwijającego się organizmu, co w dojrzałym wieku prowadzi do rozwoju różnorodnych chorób przewlekłych.

 

Dziecko zaczyna chorować.
Oczywiście, stosujemy wtedy silnie działające antybiotyki nowego pokolenia. Czy zawsze są one od razu niezbędne, czy możemy się bez nich obejść i przyjmować środki bardziej łagodne? Przecież antybiotyki mają zgubny wpływ na tę małą ilość pozostałej dobroczynnej flory jelitowej, która odgrywa podstawową rolę w kształtowaniu i podtrzymaniu systemu odpornościowego. Wraz z rozwijającym się osłabieniem systemu odpornościowego dziecko zaczyna chorować coraz częściej i za każdym razem zmuszeni jesteśmy podawać coraz mocniejsze antybiotyki, zwiększając ich dozy. W ten sposób dziecko przyjmowane jest do grupy często i długotrwale chorujących dzieci, czyli wpada do zamkniętego koła.

 

Zaburzenia układu odpornościowego, powstające podczas dysbakteriozy ulegają pogłębieniu i stają się przyczyną wiele poważnych chorób w wieku dorosłym.

 

Niedobór żelaza w krwi prowadzi do anemii, natomiast niedobór wapnia jest przyczyną rozwoju patologii zębów i kości. Tacy chorzy są zmuszeni od wczesnego dzieciństwa do końca życia przyjmować preparaty, zawierające żelazo i wapń, które nie zawsze pomagają w odpowiedni sposób. Tu, należy zwrócić uwagę na fakt, że żelazo i wapń wchłaniają się do organizmu w jelicie grubym pod wpływem środowiska kwaśnego, które tworzy się na skutek działalności mleczno-kwaśnych bakterii. Pozwalają one całkowicie pozbyć się „nieuleczalnych” chorób.

 

Proszę pomyśleć, ile chorób jest wynikiem zaburzenia przemiany materii (tłuszczy, białek, węglowodanów, witamin, hormonów itp.), w której bezpośrednio uczestniczy mikroflora jelitowa! Najwyższa pora rozważyć niezaprzeczalne fakty? Czy nie należy wreszcie przestać lekceważyć praw przyrody, która mści się za naszą niewiedzę?

 

Myślę, że powinniśmy się nad tym zastanowić!